Wiesz o czymś interesującym, ważnym wydarzeniu?     Przyślij wiadomość   Kontakt   lub zadzwoń   0 606 290 652           Zapraszam do dodawania bezpłatnych     Ogłoszeń   lub   Firm
Blog     Forum     Strona główna    Firmy    Kontakt    Ogłoszenia    O stronie    Pogoda    Reklama    Rozkłady jazdy    

Strona główna
Adresy i telefony
Fotogalerie
Foto migawki
Gminne wieści
Kącik ...
Humor
Konkurs
Ludzie mówią
Ludzie piszą ...
Moim zdaniem
Nasi ulubieńcy
Parafie
Podróże dalekie i ...
Pogoda
Rozkłady jazdy
Sondy - stare
Straż Pożarna
Zdarzenia z powiatu

Śladami historii
Historia miasta
Bank Spółdzielczy
Obiekty użyteczności
Dzieje przemysłu
OSP Gniewkowo
Markowo
Murzynko
Szadłowice
Wierzbiczany
Warto wiedzieć

Szkoły
Gąski
Gimn. Gniewkowo
SP1 Gniewkowo

Wieści z
Suchatówki
Szadłowic
Więcławic

Znani i nieznani
Ks.Edmund Boniewicz
Jan Budny
Dr. Jan Drecki
Gniewkowianie
Harcerstwo w Gniewkowie
Honorowi Obywatele
Anna Pałubicka
Piotr Skoblewski
Ryszard Skowroński
Marian Tepper
Rzeźbiarze ludowi
Anna Wcześniak
Jan Woźniak

Archiwum
M-GOKSiR
Pielgrzymka
Sport Unia
Stare "Forum"
Zespół Lipianki
Z życia gminy


Pielgrzymka     Zdjęcia z 2006     Zdjęcia z 2005     

Pielgrzymka promienista na Jasną Górę
 
 

Dotarliśmy do Matki!

W tegorocznej Pieszej Pielgrzymce Promienistej Gniewkowo - Jasna Góra udział wzięło 71 osób. Naszym hasłem przewodnim w tym roku były słowa: Posłał mnie, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę. 5 sierpnia, po dziesięciu dniach wędrówki dotarliśmy na Jasną Górę. Jak było? Spytajcie tych, którzy wybrali się na pielgrzymi szlak, ale ... Kto nie był niech żałuje? Było zmęczenie, ból, były łzy i pytanie czy dam radę... Było wiele radości i spontaniczności wprowadzanej do naszej wspólnoty zwłaszcza dzięki tym, którzy po raz pierwszy wybrali się na pielgrzymkę... Byli ludzie, którzy otwierali przed nami swoje domy i serca, którzy dawali nam siebie... Była wreszcie modlitwa, czas milczenia, Adoracji, pytania siebie o miejsce Boga w moim życiu... A wszystko po to, aby doświadczyć, że MOŻNA... że można iść przez życie z Bogiem, że wiara nie musi być tylko i wyłącznie tradycją, że można wreszcie być blisko drugiego człowieka... Serdecznie zapraszamy do zapoznania się że zdjęciami i dwoma świadectwami uczestników tegorocznej pielgrzymki. Zachęcamy także do odwiedzania naszej strony internetowej .

Ks. Radek      

   
Świadectwo: Moja pielgrzymka

Wracając autobusem z Częstochowy Ksiądz radek zadał mi pytanie: co dała mi tegoroczna pielgrzymka? Ciężko mi odpowiedzieć albowiem dopiero się zakończyła. Poprzednia pielgrzymka była w moim sercu przez cały rok, wracałam do niej myślami i czułam spływające na mnie łaski. Z czystym sercem mogę stwierdzić, ze stałam się innym człowiekiem. Czy lepszym? Może...
Po pierwsze wróciłam do Kościoła. W trakcie pewnego wprowadzenia do medytacji ksiądz bardzo ładnie mówił o Mszy św., o prawie namacalnej obecności Boga. W trakcie tej medytacji obiecałam sobie, że z własnej winy nie opuszczę ani jednej Mszy i będę w niej gorliwie uczestniczyła. Obietnicy tej dotrzymałam. Po drugie uświadomiłam sobie, że jestem bardzo bogatym, szczęśliwym człowiekiem. W moim życiu jest miejsce na rodzinę, Boga, mam pracę oraz przyjaciół, którzy są ze mną w radościach i troskach dnia poprzedniego. Czegóż chcieć więcej?
Po trzecie przestałam być emocjonalnym egoistą. Zaczęłam dostrzegać potrzeby innych, obcych mi osób. Wiadomo, że każdy z nas dla rodziny i przyjaciół zrobiłby wszystko, ale dla obcego? Ja postanowiłam dla potrzebujących oddać cząstkę siebie, swoją krew i szpik. Moją decyzje poprzedziła długa medytacja i rozmowa z Matką, po której uznałam, że moja decyzja jest słuszna. Prawdę mówiąc wcale nie chciałam o tym pisać, ale przekonały mnie do tego dwie bliskie mi osoby. Ja sama nie uważam, abym zrobiła coś szczególnego. Zrobiłam to, co podpowiadało mi sumienie. Szczęśliwa i spełniona będę dopiero wówczas, gdy znajdzie się ktoś, komu będę mogła pomóc.
Przez ten rok doświadczyłam wiele radości ale i smutku. Przeżyłam ogromny strach o zdrowie mamy, istniało bowiem podejrzenie o nawrót choroby. Te straszne chwile pomogli mi przetrwać przyjaciele i wspólna z nimi modlitwa poprzez śpiew. Taką nasza tajna bronią na smutki oraz złe chwile jest Miriam i to, że śpiewamy ją razem, mimo iż każdy w swoim domu. Nasze modlitwy zostały wysłuchane bo alarm okazał się fałszywy, ale strach pozostał, więc codziennie z wielką nadzieją i ufnością oddaję zdrowie mojej mamy Maryi.
Mam ogromną nadzieję, ze tegoroczna pielgrzymka również coś zmieni w moim życiu. W tym roku za serce ujął mnie Dzień Pojednania i konferencja Ani o spowiedzi św. Do tej pory bałam się spowiedzi i księdza, po prostu nie umiałam się spowiadać. Mam jednak nadzieję, ze z czasem nauczę się spowiadać i będę ją traktować jako rozmowę i pojednanie z Bogiem.
Konferencje i medytacje traktowałam jako rady, jak żyć jak zagłębiać się w siebie, jak wydobyć z siebie to co najlepsze. Prosiłam Matkę o wskazanie mi drogi, którą powinnam kroczyć. Dlatego na pytanie co dała mi tegoroczna pielgrzymka z przyjemnością odpowiem za rok.

xxx         


Z pamiętnika pielgrzyma...

Czwartek - dzień pierwszy

Tylu ludzi mówiło: "I po co znów idziesz? Nie wystarczy ci tego, co do tej pory? Wyjedź, odpocznij, nie marnuj już zdrowia, bo to wszystko się kiedyś odbije...". Im częściej słyszałam te słowa, tym bardziej budziło się we mnie pytanie: "Nie możecie czy nie chcecie zrozumieć, że to część mojego życia", mojego "teraz", mojego "ja?" Nie próbowałam jednak tłumaczyć, uśmiechałam się tylko delikatnie.
Po kilku krokach ulicami Gniewkowa poczułam znów to "coś". Nie umiem tego nazwać ani określić, choć tyle pielgrzymek już za mną. Radość zmieszała się z lękiem, wiara i ufność z niepewnością - jak w życiu... Tyle razy tymi samymi ulicami przechodziłam, tych samych ludzi mijałam, ale nigdy nie myślałam, że mogą prowadzić do Ziemi Obiecanej. Czy na pewno dobrze zastanowiłam się, w jakim celu wychodzę? Tak, wiem. Na czuwaniu w Dobrem, w ciszy wieczoru, wobec Ciebie Chryste, raz jeszcze wyszeptałam Ci sercem moją intencję... Dziś Dzień Wyjścia...

Piątek - dzień drugi

Zatrzymałam się na chwilę na poboczu, by wyrzucić z sandała kamień, który mnie uwierał. Jaki paradoks życia - podjęłam trud tylu kilometrów, spiekoty, bolących mięśni, ale jednak boję się cierpieć. Nie chcę zranień. Wyrzucam jak najprędzej maleńki kamyk, który mógłby spowodować pęcherz. Normalne to. Naturalne. Ludzkie. Jak daleko mi jeszcze do bezgranicznej, bezwarunkowej zgody na krzyż w moim życiu...
Popatrzyłam z tyłu na całš grupę, która na tle żółtych pól jawiła się niczym czerwona plama krwi. Na tę wspólnotę różnych pod każdym względem ludzi, którzy w skupieniu słuchali opisu Męki Pańskiej, po którym zapadli w milczenie, by słyszeć już tylko własne serce i szepczący w nim głos Ukrzyżowanego Chrystusa. Dziś Dzień Ofiary...

Sobota - dzień trzeci

Na niebie pojawiły się pierwsze chmury i lekki deszcz. Nie napawało mnie to zbytnim optymizmem. Zdecydowanie wolę spiekotę i żar od ociekajšcych na spodnie, zimnych i odrzucajšcych deszczaków... I w tej chwili wiedziałam, że gdybym traktowała pielgrzymkę jak wycieczkę czy rajd, już by mnie tutaj nie było. Nie za tę cenę. Już dawno tak nogi mnie nie bolały, chyba jeszcze nigdy... Nie pamiętam. Może rzeczywiście już trzeba było sobie dać spokój z tym chodzeniem, odpoczywać, nie marnować zdrowia. Trzeba było...? "A ten znów swoje" - Ksišdz Radek K. ponownie zapytał w medytacji o cel i intencję tej drogi. I za chwilę, odmawiając z innymi różaniec, przypomniałam sobie, jak któryś Przewodnik mówił nam, że im więcej podjęta intencja potrzebuje naszej modlitwy, tym ciężej się nam wtedy idzie. Czyżby to był Twój znak dla mnie, Panie...?
Przy najmniejszych trudnościach narzekanie? Przy innym scenariuszu niż ten wymyślony w mojej głowie zniechęcenie? Gdyby moja Mama tak samo myślała przy codziennym trudzie i zmęczeniu, pewnie dziś by mnie tu nie było, nie byłabym tym kim jestem i jaka jestem. Gdybyś Ty, Maryjo tak myślała, nie byłoby Betlejem, Golgoty... Dziś Dzień Matki...

Niedziela - dzień czwarty

Czym jest radość? Czy to jedynie uśmiech, dobry humor, wyśmienite samopoczucie...? Wsłuchiwałam się w słowa, które w konferencji mówiła Irka. Słowa o tym, że jeśli człowiek nie cieszy się tym, co umie, ma, kim jest, co stanowi jego "talent", zamienia to często w fałszywą pokorę... Wiesz, Panie, dlaczego wpisałeś te słowa w mojš pamięć, prawda...? Ty wszystko wiesz...
Na Mszy św. w Dąbiu dwie starsze panie szczerze śmiały się patrząc na "pielgrzymiego ducha", wypływającego nie tylko z metryki większej części pielgrzymów, ale także z tej prawdy, którą uświadamiał nam dziś Ksiądz Radek K., że źródłem prawdziwej, głębokiej radości dla chrześcijan, jest Zmartwychwstanie . I pomyślałam, i doświadczyłam, że radość ma wówczas sens, gdy człowiek nie zatrzymuje jej jedynie dla siebie i swoich najbliższych. Dziś Dzień Radości...

Wtorek - dzień szósty

Lubię historię... 1 sierpnia. Patrzyłam dziś na współczesnych młodych, tych, którzy szli obok. To przecież ich rówieśnicy 62 lata temu walczyli o Ojczyznę. Też mieli marzenia, plany na przyszłość, śmiali się, przyjaźnili... Jak ci obok mnie - tacy radośni, pełni zapału, życzliwi, spontaniczni. Dlatego idąc wśród nich, czułam, że mogę tą ich pozytywnš energią "ładować moje akumulatory" na kolejny rok pracy. I myślałam: za co oni byliby w stanie oddać dziś swoje życie? Czemu je bezgranicznie poświęcić? Czy mają jeszcze takie coś?
Kleryk Tomek dziś mówił im, jak bardzo można życie przegrać przez alkohol, narkotyki. Zrozumieją? Zapamiętają? Przyjmą? Oni tacy kochani i dobrzy. Tacy... młodzi. Pewnie czeka ich jeszcze wiele burz w życiu - nas też dziś jedna nie omieszkała ominąć - ale po niej ukazała się taka cudowna tęcza na niebie. Taka ciepła, kolorowa. Boję się burz - i tych atmosferycznych, i tych w moim życiu. Wolałabym, by ich nie było, ale dziś, patrząc na tęczę, pomyślałam tylko, że po każdej burzy w moim i tych młodych ludzi życiu taką tęczę nam ześlesz, Panie. Dziś Dzień Młodości...

Czwartek - dzień ósmy

Dziś Ksiądz Radek O. mówił, że deszcz to symbol łaski. Nie szczędził więc nam dziś Bóg Swojej łaski po drodze. Ale na szczęście Jasna Góra przybliżała się z każdym krokiem.. Odczuwałam coraz większe zmęczenie, pojawiały się chwile zirytowania, ale teraz już nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Trud i cierpienie stawało się jedynie doświadczeniem, nie złem. Jak bardzo chciałabym umieć przenieść to patrzenie na codzienne życie...
Dużo dziś myślałam o moim codziennym życiu - o moim powołaniu, o życiu i powołaniu tych, których najbardziej kocham - moich najbliższych, przyjaciół... I prosiłam Boga też o to, by modlitwa za nich nie skończyła się we mnie z chwilą zakończenia tej drogi. Bo to, czego najbardziej potrzebuje każde powołanie - i moje, i ich - to nie zaszczyty, tytuły i splendory, lecz szept prośby skierowanej do Boga o właściwy wybór i trwanie nawet wtedy, gdy sił już brak. Dziś Dzień Powołaniowy...

Sobota - dzień dziesiąty

Dojść na Jasną Górę. Jeszcze kilka dni temu był to jeden z celów mojej drogi. Czym jest dziś - w Dniu Wejścia?
Ale zanim tam dojdę, spotkam jeszcze przejeżdżający ulicą cień mojej przeszłości, sprawdzę, czy potrafię wybaczać krzywdy, czy to, czego słuchałam, o czym mówiłam, czy to autentyk mego życia... I pójdę dalej, już ostatnie metry. Poczuję dumę, ale nie z siebie - z tego, że moja grupa jest taka, jaka jest. Poczuję szczęście, gdy klęcząc oddam Ci życie raz jeszcze. Zatrzymam swój wzrok na Twoich oczach, Mamo i powiem tylko z ufnością większą niż na początku: "Ratuj i strzeż..." I już żadnego słowa więcej, bo tę intencję słyszałaś każdego dnia, za każdym odgłosem mojego kolejnego kroku.
A później zejdę z mojej - Twojej Góry do świata, coś opowiem, obejrzę zdjęcia, wejdę w rytm moich dni. I postaram się "być, pamiętać i czuwać", by nie przespać tego roku , a po nim usłyszeć: "I po co znów idziesz? Nie wystarczy ci tego, co do tej pory? Wyjedź, odpocznij, nie marnuj już zdrowia, bo to wszystko się kiedyś odbije..." I uśmiechnąć się znów delikatnie...

...         

Top
Copyright © 2005-2010 Gniewkowo - nasze miasto
Strona wykonana przez dhs.pl