| Warszawska farsa |
| |
Demokracja ma to do siebie, że można naginać prawo (i w lewo), w jaką się chce stronę. Już wydawało się, że sprawa z przeniesieniem Krzyża zostanie rozwiązana, ale cóż jesteśmy, jacy jesteśmy. To, co się tam dzieje można by skomentować słowami Pawlaka z Samych Swoich "toć to siok", czy "co to za demokracja, co każdy robi co chce".
Znajomy stwierdził, że przez krzyż pogorszyły się relacje międzyludzkie, ba, nawet z żoną. Kiedy wieczorem żona włączy TV i on zobaczy znowu relacje z pod pałacu tak się zestresuje, że opadają mu już nie tylko ręce. Jak by tego było mało to i zasnąć nie może. Co prawda w jego wieku ręce nie powinny opadać, ale wznosić się i składać do, no pomińmy to.
Z drugiej strony w końcu mamy demokrację i to społeczeństwo powinno się opowiedzieć, w jaki sposób godnie uczcić wszystkich ofiar katastrofy i prezydenta.
Wszak niedługo wybory, przy okazji można wykorzystać je i zrobić referendum. Dlaczego jedna czy druga strona ma tyranizować całą resztę i wymuszać wręcz siłowo swoje racje? Po co to nam potrzebne, może promocja Polski na arenie międzynarodowej. Jednak tam coś cicho, może i im z wrażenia pióra opadły.
Nie wiem jak skomentować nasze zachowanie, jednak myślę, że jesteśmy bardzo przywiązani do krzyża, najbardziej przez polityków.
Może niech naród zadecyduje czy ma powstać pomnik, czy inny sposób upamiętnienia tragedii.
16.08.2010
Czytane razy |
|